1. 33 wiersze 2. Ranoc 3. Czytając poetów przeklętych 4. Zeszyty 5. Upały - opowiadania.
niedziela, 17 października 2010
DLA
DLA
Nie rozumiejąc z reguły, rozumiejąc w wyjątkowych okolicznościach,
człowiek, który siebie nie zna, a jak poznaje, to odrzuca.
Jak się poznaje, to, co zakryte, to się wie, jakim się jest głupkiem,
ale się nie wie, co to znaczy.
IX `98
z tomiku "33 wiersze"
Nie rozumiejąc z reguły, rozumiejąc w wyjątkowych okolicznościach,
człowiek, który siebie nie zna, a jak poznaje, to odrzuca.
Jak się poznaje, to, co zakryte, to się wie, jakim się jest głupkiem,
ale się nie wie, co to znaczy.
IX `98
z tomiku "33 wiersze"
piątek, 15 października 2010
KAWA I PAPIEROSY
KAWA I PAPIEROSY
*
Kawa jest dobra.
Kawa jest dla mnie.
Kawa, czarna, jak smoła i spalona.
*
Spalany papieros w popielniczce.
*
Muzyka jest dobra.
Ona jest dla mnie.
Ten smutas śpiewa do mnie.
*
Mucha, brud, bałagan i kurz.
To mieszkanie.
Mieszka się miło i przytulnie.
Psy ujadają wściekle.
Mucha.
I kwiat w doniczce, tak rozpaczliwie
sterczący, w stronę okna, do słońca.
I wszystkie kwiaty w tym mieszkaniu żyjące.
*
Ona wyszła.
Ja wychodzę.
I nie wrócę tutaj przed zmrokiem.
Dlaczego noc jest taka ważna?
Dlaczego księżyc tak dużo do mnie mówi?
Dlaczego słońce nie jest ze mną zaprzyjaźnione?
*
Moje okno, z fotela,
wypełniono konarami drzew i niebem.
*
Okno jest szeroko otwarte.
Ono się otwiera na mój znak.
A kiedy chcę, jest zamknięte.
Okno, nie ma wielkiego znaczenia,
jeśli nie wiedzieć, które to z nich.
Tylko ze środka jest prawdziwym oknem.
*
Nie ma nic, co by zwracało uwagę.
Pojedyncze, oderwane.
VIII - XI `99
z tomiku "33 wiersze"
*
Kawa jest dobra.
Kawa jest dla mnie.
Kawa, czarna, jak smoła i spalona.
*
Spalany papieros w popielniczce.
*
Muzyka jest dobra.
Ona jest dla mnie.
Ten smutas śpiewa do mnie.
*
Mucha, brud, bałagan i kurz.
To mieszkanie.
Mieszka się miło i przytulnie.
Psy ujadają wściekle.
Mucha.
I kwiat w doniczce, tak rozpaczliwie
sterczący, w stronę okna, do słońca.
I wszystkie kwiaty w tym mieszkaniu żyjące.
*
Ona wyszła.
Ja wychodzę.
I nie wrócę tutaj przed zmrokiem.
Dlaczego noc jest taka ważna?
Dlaczego księżyc tak dużo do mnie mówi?
Dlaczego słońce nie jest ze mną zaprzyjaźnione?
*
Moje okno, z fotela,
wypełniono konarami drzew i niebem.
*
Okno jest szeroko otwarte.
Ono się otwiera na mój znak.
A kiedy chcę, jest zamknięte.
Okno, nie ma wielkiego znaczenia,
jeśli nie wiedzieć, które to z nich.
Tylko ze środka jest prawdziwym oknem.
*
Nie ma nic, co by zwracało uwagę.
Pojedyncze, oderwane.
VIII - XI `99
z tomiku "33 wiersze"
BEZ ZNACZENIA
BEZ ZNACZENIA
To zwykle jest ten sam układ ulic śródmieścia.
Zwykle późna pora.
Ale to, nic nie znaczy.
Przez okno widzę kościół.
Widzę wzór nieba.
Ale i to, nic nie znaczy.
VIII `99
fot. Rafał Budzbon (foto z tomiku "33 wiersze, 10 fotografii")
To zwykle jest ten sam układ ulic śródmieścia.
Zwykle późna pora.
Ale to, nic nie znaczy.
Przez okno widzę kościół.
Widzę wzór nieba.
Ale i to, nic nie znaczy.
VIII `99
fot. Rafał Budzbon (foto z tomiku "33 wiersze, 10 fotografii")
Kilka słów o wierszu W MOIM MIEŚCIE
Ten kawałek to fajny przykład, jak przez przypadek może komuś wyjść zupełnie coś innego, niż zamierzał. Na pierwszy rzut oka wygląda bowiem, jakby wiersz był o wadzeniu się z Bogiem. I rzeczywiście dziś jest to wiersz o wadzeniu się z Bogiem, lecz kiedy go pisałem był o czymś zupełnie innym. Jednak nieistotne jest o czym myślałem pisząc go. Nieistotnym jest, że w zamierzeniu święta trójca z wiersza, to coś zupełnie innego, niż ta z Biblii. Dziś kompletnie nie pamiętam już szczegółów, o co mi tam chodziło i kogo miałem na myśli pod świętą trójcą. Te szczegóły kompletnie zatarły się w mej pamięci. A zatem skoro nie pamiętam już, to znaczy że wiersz jest o tym, co widać, a nie o tym, o czym nawet nie mogę sobie przypomnieć. W tym znaczeniu sławetne pytanie "Co poeta miał na myśli?" okazuje się kompletnie nieistotnym. Nie ważne co poeta miał na myśli - ważne jest co czytelnik odczytuje w wierszu.
Taka mała dygresja, gdyż zaciekawiło mnie to spostrzeżenie.
Taka mała dygresja, gdyż zaciekawiło mnie to spostrzeżenie.
W MOIM MIEŚCIE
W MOIM MIEŚCIE
W swoim mieście chodzę
najważniejszymi w życiu ulicami,
do najważniejszych w nim miejsc.
Mijam świętą trójcę. Pierwszej nie znam.
Drugą słabo, trzecią znam najlepiej, lecz z nią
się najmniej lubimy. Ale to ona uśmiecha się najszerzej.
VIII `99
W swoim mieście chodzę
najważniejszymi w życiu ulicami,
do najważniejszych w nim miejsc.
Mijam świętą trójcę. Pierwszej nie znam.
Drugą słabo, trzecią znam najlepiej, lecz z nią
się najmniej lubimy. Ale to ona uśmiecha się najszerzej.
VIII `99
czwartek, 14 października 2010
IDĘ PRZEZ STARE MIASTO
IDĘ PRZEZ STARE MIASTO
*
Idę, ciężkim, niepewnym krokiem.
Cisza roznosi się dziwnie, wszędzie.
Nie mijam ludzi.
Mijam budynki i ławki.
O tej porze roku nieużyteczne nikomu.
*
Bydgoszcz jest piękna.
Szczególnie nocą.
Kiedy tak cicho, bez ludzi, jak teraz się cisza panoszy po ulicach.
Palą się latarnie, oświetlone halogenami
banki i kościoły.
*
Poszedłem na Wenecję.
Bałem się tam chodzić.
Ludzie mówią, że to niebezpieczne miejsce.
Poszedłem na Wenecję, zajrzeć w swoje okna.
I paliło się światło.
I - II `99
z tomiku "33 wiersze"
*
Idę, ciężkim, niepewnym krokiem.
Cisza roznosi się dziwnie, wszędzie.
Nie mijam ludzi.
Mijam budynki i ławki.
O tej porze roku nieużyteczne nikomu.
*
Bydgoszcz jest piękna.
Szczególnie nocą.
Kiedy tak cicho, bez ludzi, jak teraz się cisza panoszy po ulicach.
Palą się latarnie, oświetlone halogenami
banki i kościoły.
*
Poszedłem na Wenecję.
Bałem się tam chodzić.
Ludzie mówią, że to niebezpieczne miejsce.
Poszedłem na Wenecję, zajrzeć w swoje okna.
I paliło się światło.
I - II `99
z tomiku "33 wiersze"
NAD RANEM W KNAJPIE
NAD RANEM W KNAJPIE
Teraz się wszystko kończy.
Dopija się ostatnie piwo.
Dopala papierosa.
Dokańcza się.
Nad ranem w knajpie
puszczają DEAD CAN DANCE
i śmierć rzeczywiście tańczy.
W krótkiej, kurewskiej miniówce.
II `99
z tomiku "33 wiersze"
Teraz się wszystko kończy.
Dopija się ostatnie piwo.
Dopala papierosa.
Dokańcza się.
Nad ranem w knajpie
puszczają DEAD CAN DANCE
i śmierć rzeczywiście tańczy.
W krótkiej, kurewskiej miniówce.
II `99
z tomiku "33 wiersze"
W SZATNI II
W SZATNI II
*
No tak.
Byłem tu wczoraj,
jestem tu dzisiaj.
Niewiele się zmieniło.
Tak, jakbym w ogóle nie wychodził.
Nie przechodził ulicami, w mrozie.
Nie wyjmował klucza, nie tupał po drewnianych schodach.
Nie zgrzytał zamkiem.
Jedyna różnica, że dzisiaj jestem wyspany.
To jedyny sygnał, że byłem w domu.
*
Ludzie.
Przychodzą, odchodzą, dają płaszcze, zabierają płaszcze.
Kładą monetę, oddaje im resztę.
Resztę swojej cierpliwości.
*
Moja dziewczyna krząta się w kuchni.
Patrzę na nią, jak biega po sali.
Później, przez okienko, widzę ją myjącą szklanki.
Widzę, jak zmizerniała.
Jak dzielnie wytrzymuje to psychicznie.
Jak nie oszalała, i nie popadła w depresję.
*
Piją.
Przede wszystkim piją.
Poza tym tańczą.
Przychodzą do mnie w różnych sprawach.
Mówię: - Nie ma miejsca.
Odpowiadają: - To powieś mi z boku. A ja
się zastanawiam, jak mam to rozumieć.
*
Ciągle widzę, znajome ciała kobiet.
Co tydzień, codziennie,
albo kilka razy w tygodniu lub miesiącu.
Kiedyś też uważałem, że spędzanie wolnego czasu w knajpie, wśród ludzi,
to całkiem dobry pomysł. Dobry na niedzielę,
dzień powszedni i weekend.
*
Knajpa, to kalejdoskop ludzkich typów.
Knajpa, to kalejdoskop gustów, i bezguścia.
Kalejdoskop palantów, brzydoty. Ale także
piękna, które nie jest czyste.
II `99
z tomiku "33 wiersze"
*
No tak.
Byłem tu wczoraj,
jestem tu dzisiaj.
Niewiele się zmieniło.
Tak, jakbym w ogóle nie wychodził.
Nie przechodził ulicami, w mrozie.
Nie wyjmował klucza, nie tupał po drewnianych schodach.
Nie zgrzytał zamkiem.
Jedyna różnica, że dzisiaj jestem wyspany.
To jedyny sygnał, że byłem w domu.
*
Ludzie.
Przychodzą, odchodzą, dają płaszcze, zabierają płaszcze.
Kładą monetę, oddaje im resztę.
Resztę swojej cierpliwości.
*
Moja dziewczyna krząta się w kuchni.
Patrzę na nią, jak biega po sali.
Później, przez okienko, widzę ją myjącą szklanki.
Widzę, jak zmizerniała.
Jak dzielnie wytrzymuje to psychicznie.
Jak nie oszalała, i nie popadła w depresję.
*
Piją.
Przede wszystkim piją.
Poza tym tańczą.
Przychodzą do mnie w różnych sprawach.
Mówię: - Nie ma miejsca.
Odpowiadają: - To powieś mi z boku. A ja
się zastanawiam, jak mam to rozumieć.
*
Ciągle widzę, znajome ciała kobiet.
Co tydzień, codziennie,
albo kilka razy w tygodniu lub miesiącu.
Kiedyś też uważałem, że spędzanie wolnego czasu w knajpie, wśród ludzi,
to całkiem dobry pomysł. Dobry na niedzielę,
dzień powszedni i weekend.
*
Knajpa, to kalejdoskop ludzkich typów.
Knajpa, to kalejdoskop gustów, i bezguścia.
Kalejdoskop palantów, brzydoty. Ale także
piękna, które nie jest czyste.
II `99
z tomiku "33 wiersze"
W SZATNI
W SZATNI
*
Muzyka.
Ciągle za głośna muzyka.
Ale ja lubię muzykę. Jest o wiele lepiej, kiedy jest.
Choć jest równie dobrze, kiedy jej nie ma.
Jest wtedy ciszej, ale nie zupełnie cicho.
Bo przecież gwar ludzki, hałas samochodów.
Tupanie stóp po zroszonym mrozem chodniku.
*
Poszedłem do baru, po ogień.
Kali bez pytania, wyciągnął z kieszeni zapalniczkę.
Przytknął mi do papierosa płomień.
Powiedziałem dziękuję i odszedłem.
Wróciłem na swoje miejsce, nieco z boku od wszystkiego.
Nieco z boku od wszystkiego.
*
I znów za głośna muzyka.
Dzisiaj grają jakoś dziwnie.
Jestem tu codziennie, ale dzisiaj jest inaczej.
Nostalgiczne kawałki, lecą jeden za drugim.
Tylko za czym ta nostalgia?
Za lepszymi dniami, które kiedyś tam w przeszłości były?
A może za cieplejszymi? Za wiosną, za słońcem.
II `99
z tomiku "33 wiersze"
*
Muzyka.
Ciągle za głośna muzyka.
Ale ja lubię muzykę. Jest o wiele lepiej, kiedy jest.
Choć jest równie dobrze, kiedy jej nie ma.
Jest wtedy ciszej, ale nie zupełnie cicho.
Bo przecież gwar ludzki, hałas samochodów.
Tupanie stóp po zroszonym mrozem chodniku.
*
Poszedłem do baru, po ogień.
Kali bez pytania, wyciągnął z kieszeni zapalniczkę.
Przytknął mi do papierosa płomień.
Powiedziałem dziękuję i odszedłem.
Wróciłem na swoje miejsce, nieco z boku od wszystkiego.
Nieco z boku od wszystkiego.
*
I znów za głośna muzyka.
Dzisiaj grają jakoś dziwnie.
Jestem tu codziennie, ale dzisiaj jest inaczej.
Nostalgiczne kawałki, lecą jeden za drugim.
Tylko za czym ta nostalgia?
Za lepszymi dniami, które kiedyś tam w przeszłości były?
A może za cieplejszymi? Za wiosną, za słońcem.
II `99
z tomiku "33 wiersze"
środa, 13 października 2010
W SZATNI
Następny będzie kilkuwierszowy cykl W SZATNI, który napisałem kiedy przez jedną zimę pracowałem jako szatniarz w nieistniejącym już dziś Klubie Sanatorium przy ul. Stary Port w Bydgoszczy. Fajna robota to była. Miałem dużo czasu na myślenie i odczuwanie...
DYWAGACJE
DYWAGACJE
1.
Te spotkania na szczycie niewiele wnoszą.
Gros godzin spędzamy na rozgrywkach męskich.
Wiesz, ty masz wielką, owłosioną,
wymalowaną na czole.
To jest twoje trzecie oko, którym na mnie patrzysz.
Miej oko, ale patrzaj w sens.
2.
Wiesz mała, najgorsze, jak niedorobieni poeci,
zasiądą do konsumpcji poezji. Rozbierają ją.
Ja nie mam niczego przeciwko.
To byłby świetny widok. I dowód na postmodernizm.
No wyobraź sobie poezję, w śmiałej bieliźnie,
rozkładającą nogi na okładce poważnego pornograficznego pisma.
Matka jadalna niektórych pomników.
Mała popłakała się
i odeszła.
3.
Karty zostały rzucone. Gra się rozpoczęła.
To koniec, ale i początek. Teraz już trzeba
się tego podjąć. To nic, że ryzykujesz kulę w płot,
ocenę ostateczną. Karty krążą w rękach szulerów.
Gra się toczy.
4.
A gdyby tak podłożyć bombę w kilku miejscach w mieście?
Zabić 160 osób w dwie godziny?
(cyt. i tak dalej mniej więcej w tym stylu)
5.
Rozmawiałem z pewnym znanym poetą przez telefon.
Jego głos mnie zaskoczył.
Zapomniałem powiedzieć mu to, co w życiu najistotniejsze,
Umówiliśmy się, że to ja przyjadę do Gliwic, zrobimy większą orgietkę.
Będziemy się sobą onanizować.
6.
Wsunąć palec w jej śliczną pupcię. Niech przemówi
do mnie. Niech jęczy. Niech napisze się beze mnie,
a ja się pod tym podpiszę.
7.
Do dzisiaj rozpędziłem się do granic zastosowania praw fizycznych.
Na drodze musiałem koniecznie cofnąć się do mieszkania,
w odwrocie nie wytrzymałem, wyrzygałem się na trawnik.
W ten sposób wyhamowałem.
8.
Przypięte do korka, wiszą niezapłacone rachunki.
Są też inne zobowiązania, tyle rzeczy najistotniejszych.
A ja jak głupi bronię jej.
KONIEC
Palę papierosa. Nie smakuje mi w ogóle. Jest do niczego.
To Mocny. Był Wojaczek, co ostro wojował. Był Bruno-Milczewski,
co bardziej był Brunem, niż Milczewskim. Czy możliwe żebym,
urodził się jeszcze raz?
VIII - IX `98
z tomiku "33 wiersze"
1.
Te spotkania na szczycie niewiele wnoszą.
Gros godzin spędzamy na rozgrywkach męskich.
Wiesz, ty masz wielką, owłosioną,
wymalowaną na czole.
To jest twoje trzecie oko, którym na mnie patrzysz.
Miej oko, ale patrzaj w sens.
2.
Wiesz mała, najgorsze, jak niedorobieni poeci,
zasiądą do konsumpcji poezji. Rozbierają ją.
Ja nie mam niczego przeciwko.
To byłby świetny widok. I dowód na postmodernizm.
No wyobraź sobie poezję, w śmiałej bieliźnie,
rozkładającą nogi na okładce poważnego pornograficznego pisma.
Matka jadalna niektórych pomników.
Mała popłakała się
i odeszła.
3.
Karty zostały rzucone. Gra się rozpoczęła.
To koniec, ale i początek. Teraz już trzeba
się tego podjąć. To nic, że ryzykujesz kulę w płot,
ocenę ostateczną. Karty krążą w rękach szulerów.
Gra się toczy.
4.
A gdyby tak podłożyć bombę w kilku miejscach w mieście?
Zabić 160 osób w dwie godziny?
(cyt. i tak dalej mniej więcej w tym stylu)
5.
Rozmawiałem z pewnym znanym poetą przez telefon.
Jego głos mnie zaskoczył.
Zapomniałem powiedzieć mu to, co w życiu najistotniejsze,
Umówiliśmy się, że to ja przyjadę do Gliwic, zrobimy większą orgietkę.
Będziemy się sobą onanizować.
6.
Wsunąć palec w jej śliczną pupcię. Niech przemówi
do mnie. Niech jęczy. Niech napisze się beze mnie,
a ja się pod tym podpiszę.
7.
Do dzisiaj rozpędziłem się do granic zastosowania praw fizycznych.
Na drodze musiałem koniecznie cofnąć się do mieszkania,
w odwrocie nie wytrzymałem, wyrzygałem się na trawnik.
W ten sposób wyhamowałem.
8.
Przypięte do korka, wiszą niezapłacone rachunki.
Są też inne zobowiązania, tyle rzeczy najistotniejszych.
A ja jak głupi bronię jej.
KONIEC
Palę papierosa. Nie smakuje mi w ogóle. Jest do niczego.
To Mocny. Był Wojaczek, co ostro wojował. Był Bruno-Milczewski,
co bardziej był Brunem, niż Milczewskim. Czy możliwe żebym,
urodził się jeszcze raz?
VIII - IX `98
z tomiku "33 wiersze"
wtorek, 12 października 2010
Rozdział III
Zamykam rozdział II rezygnując z publikacji wielu kawałków. Zaczynam rozdział III.
fot. Rafał Budzbon (foto z tomiku "33 wiersze, 10 fotografii")
fot. Rafał Budzbon (foto z tomiku "33 wiersze, 10 fotografii")
Magiczna chwila...
xxx
Magiczna chwila, kiedy to, co żyje dniem, a nocą wypoczywa,
budzi się.
Tak więc teraz, na moich podkrążonych oczach, robi się rano.
Szyby w oknie zaniebieszczone, od coraz ostrzej błękitnego nieba.
Te bliższe drzewa, są już zielone, dalsze, jeszcze czarne. A ptaki?
Latem ptaki nie gwizdają tylko kilka godzin. A samochody?
Te śpią zupełnie normalne.
V `98
Magiczna chwila, kiedy to, co żyje dniem, a nocą wypoczywa,
budzi się.
Tak więc teraz, na moich podkrążonych oczach, robi się rano.
Szyby w oknie zaniebieszczone, od coraz ostrzej błękitnego nieba.
Te bliższe drzewa, są już zielone, dalsze, jeszcze czarne. A ptaki?
Latem ptaki nie gwizdają tylko kilka godzin. A samochody?
Te śpią zupełnie normalne.
V `98
Wyszedłem na deszcz...
xxx
Wyszedłem na deszcz,
zmoknąć i zapachnieć deszczem.
W kiosku kupiłem papierosy.
Stać mnie było tylko
na niedobre.
Ale to nic,
bo później długo stałem
i mokłem.
VII `98
fot. Rafał Budzbon (wiersz i foto z tomiku "33 wiersze, 10 fotografii")
Wyszedłem na deszcz,
zmoknąć i zapachnieć deszczem.
W kiosku kupiłem papierosy.
Stać mnie było tylko
na niedobre.
Ale to nic,
bo później długo stałem
i mokłem.
VII `98
fot. Rafał Budzbon (wiersz i foto z tomiku "33 wiersze, 10 fotografii")
Ta noc jest tak piękna...
xxx
Ta noc jest tak piękna.
Wyszedłem się trochę schłodzić, ochłonąć.
Samotnie pospacerować po parku.
Jest bardzo późno, listopad, z wtorku na środę.
Wciśnięty szczelnie w obszyty ciepłym futerkiem kaptur.
Wciśnięty w głowę.
Coś tak właśnie postanowiło.
XI `97
fot. Rafał Budzbon (wiersz i foto z tomiku "33 wiersze, 10 fotografii")
Ta noc jest tak piękna.
Wyszedłem się trochę schłodzić, ochłonąć.
Samotnie pospacerować po parku.
Jest bardzo późno, listopad, z wtorku na środę.
Wciśnięty szczelnie w obszyty ciepłym futerkiem kaptur.
Wciśnięty w głowę.
Coś tak właśnie postanowiło.
XI `97
fot. Rafał Budzbon (wiersz i foto z tomiku "33 wiersze, 10 fotografii")
Siedzę na krześle przy stoliku...
xxx
Siedzę na krześle przy stoliku w Poradni Przeciwgruźlicznej.
Wygląda trochę, jak w przydworcowym Barze Mlecznym.
Bezdomni włażą z butami w życie normalnym.
Czekam, aż głos zza drzwi wezwie panów.
Panie wołano poprzednio. Zdążyły już wyjść.
Inni panowie też czekają.
Brakuje herbat z cytryną podanych w szklankach bez koszyczka,
lecz na szklanych podstawkach z aluminiową łyżeczką
wetkniętą w zabarwioną wodę.
Nikt nic nie mówi.
Patrzę na tabliczkę z przekreślonym papierosem,
na wypełnioną przeze mnie kartę prześwietlenia,
na planszę z wypisanymi brązową kredką godzinami przyjęć.
Niczego nie próbuję zapamiętać.
Niczego nie rozpamiętuję.
Nic mi się nie przypomina.
O niczym nie myślę. Nie filozofuję.
Skupiam się na odczuwaniu, aby
zdać sobie sprawę, że teraz jestem tutaj.
X `97
Siedzę na krześle przy stoliku w Poradni Przeciwgruźlicznej.
Wygląda trochę, jak w przydworcowym Barze Mlecznym.
Bezdomni włażą z butami w życie normalnym.
Czekam, aż głos zza drzwi wezwie panów.
Panie wołano poprzednio. Zdążyły już wyjść.
Inni panowie też czekają.
Brakuje herbat z cytryną podanych w szklankach bez koszyczka,
lecz na szklanych podstawkach z aluminiową łyżeczką
wetkniętą w zabarwioną wodę.
Nikt nic nie mówi.
Patrzę na tabliczkę z przekreślonym papierosem,
na wypełnioną przeze mnie kartę prześwietlenia,
na planszę z wypisanymi brązową kredką godzinami przyjęć.
Niczego nie próbuję zapamiętać.
Niczego nie rozpamiętuję.
Nic mi się nie przypomina.
O niczym nie myślę. Nie filozofuję.
Skupiam się na odczuwaniu, aby
zdać sobie sprawę, że teraz jestem tutaj.
X `97
Postawiony przed obowiązkiem...
xxx
Postawiony przed obowiązkiem, sprostania pewnej roli,
którą zaczyna bardzo dobrze znać.
Nie może zmienić w niej ani słowa, takie są wytyczne,
które nigdzie nie są spisane, w żadnej znanej księdze.
VIII `98
Postawiony przed obowiązkiem, sprostania pewnej roli,
którą zaczyna bardzo dobrze znać.
Nie może zmienić w niej ani słowa, takie są wytyczne,
które nigdzie nie są spisane, w żadnej znanej księdze.
VIII `98
Rozdział II
Poniższe wiersze stanowiły w tomiku "33 wiersze" pierwszy rozdział. Oczywiście nie są to wszystkie "kawałki", które tam były, jeden pominąłem, uznając go po latach za niewarty tego by go tutaj publikować. Teraz będą wiersze z rozdziału II.
KIDS
KIDS
nóż oswaja gardło
powolnym ruchem
rękę ciągle mniej kontroluje
wychodząc na ulicę
tracisz pewność
że jeszcze wrócisz do niej
choć znakomicie znasz drogę
a ona czeka
czeka zbyt długo wychodzi
ścina kilka słoneczników rosnących
pod płotem ekskluzywnego hotelu
pijani biznesmeni zapraszają tu
trzeźwe panie nieciężkich obyczajów
które najpierw zbliżą do siebie
by uczestniczyć w widowisku pod tytułem
NIGDY NIE POŁAPIESZ SIĘ
CHOĆBYŚ MYŚLAŁ TYSIĄC LAT
CZY MÓJ ORGAZM JEST PRAWDZIWY
CZY TEŻ NIE JEST TAK
a tymczasem...
żony oczekują w willach z kominkami w rogu pokoju trzaskającymi
przemieszczając się w paputkach góralskich po dywanach puchowych
od jednego plastikowego okna do drugiego parząc dziesiątą
herbatę przeplataną pięcioma kawami
układając dzieci do snu
na różowej poduszeczce
dziewczynkę trzymającą w rączce
różową laleczkę
na niebieskiej chłopczyka
trzymającego w rączce najnowszy
zabawkowy model uzi
wychodząc z pokoiku mamusia
dostaje serię w plecy
odwraca głowę uśmiecha się
- och ty mój mały mężczyzno. śpij już.
śpij syneczku. jutro postrzelasz do woli.
- rozpierdolę siostrze łeb wiesz mamo?
- synku. tak się nie mówi.
- gówno wiesz ździro. zamknij ten słodki ryj kurwo.
JESTEM MADA FAKA KING!
wychodząc na ulicę
tracisz pewność
że jeszcze wrócisz do niej
IX ‘96
z tomiku "33 wiersze"
nóż oswaja gardło
powolnym ruchem
rękę ciągle mniej kontroluje
wychodząc na ulicę
tracisz pewność
że jeszcze wrócisz do niej
choć znakomicie znasz drogę
a ona czeka
czeka zbyt długo wychodzi
ścina kilka słoneczników rosnących
pod płotem ekskluzywnego hotelu
pijani biznesmeni zapraszają tu
trzeźwe panie nieciężkich obyczajów
które najpierw zbliżą do siebie
by uczestniczyć w widowisku pod tytułem
NIGDY NIE POŁAPIESZ SIĘ
CHOĆBYŚ MYŚLAŁ TYSIĄC LAT
CZY MÓJ ORGAZM JEST PRAWDZIWY
CZY TEŻ NIE JEST TAK
a tymczasem...
żony oczekują w willach z kominkami w rogu pokoju trzaskającymi
przemieszczając się w paputkach góralskich po dywanach puchowych
od jednego plastikowego okna do drugiego parząc dziesiątą
herbatę przeplataną pięcioma kawami
układając dzieci do snu
na różowej poduszeczce
dziewczynkę trzymającą w rączce
różową laleczkę
na niebieskiej chłopczyka
trzymającego w rączce najnowszy
zabawkowy model uzi
wychodząc z pokoiku mamusia
dostaje serię w plecy
odwraca głowę uśmiecha się
- och ty mój mały mężczyzno. śpij już.
śpij syneczku. jutro postrzelasz do woli.
- rozpierdolę siostrze łeb wiesz mamo?
- synku. tak się nie mówi.
- gówno wiesz ździro. zamknij ten słodki ryj kurwo.
JESTEM MADA FAKA KING!
wychodząc na ulicę
tracisz pewność
że jeszcze wrócisz do niej
IX ‘96
z tomiku "33 wiersze"
Subskrybuj:
Posty (Atom)



